.
- powiedzaaaaa
- 28 kwi 2019
- 1 minut(y) czytania
Parę miesięcy temu zapukał do mych drzwi świadek Jehowy i spytał czy możemy porozmawiać przez chwilę o Bogu. "O nieobecnych się nie mówi" - pomyślałem. Powiedziałem jednak, że to nie ma sensu, bo jestem niewierzący. "A czy mogę zapytać, co skłoniło Pana do takiej decyzji?" - nie odpuszczał. - "Po prostu te bajeczki o panu z brodą wydają mi się mało wiarygodne, inaczej mówiąc - niegodne wiary". Facet postanowił mnie nawrócić, poruszając tematykę arche, że "wszystko musi mieć jakiegoś budowniczego (metaforyka jakby rozmawiał z dzieckiem) i tak jak ja zbudowałem mój dom (ta, jasne) i dbam o niego, tak ktoś musiał zbudować nasz świat...". Czekałem, aż dopowie drugą część zdania, jakoby Bóg dbał o swoją budowlę, żebym mógł się zaśmiać, ale facet zna słabości swego Pana, więc skrzętnie pominął ten wątek. Tak czy inaczej, odbiłem piłeczkę, że wersja jakoby jego Bóg stworzył świat jest tylko jedną z wielu wersji, a jego Bóg jednym z wielu Bogów, a skoro ja nigdy nie poznam prawdy, to jaki sens ma wiara w jego Boga? Facet próbował się jeszcze ratować jakimś cytatem z Biblii, mówiąc, że "przecież jest napisane, że...", tak jakby fakt, że coś zostało napisane w tym ich bestsellerze miało stanowić dowód niepodważalności ich teorii, prawdy jedynej i innych takich. Też sobie mogę napisać Biblię, a jak ją dobrze zareklamuję, to kto wie, może za 1000 lat świat będzie cytował moje wypociny. Wracając do świadka Jehowy, pożegnaliśmy się uprzejmie, życząc sobie miłego dnia, po czym ja zamknąłem drzwi przed Bogiem, a przedstawiciel handlowy Jehowy poszedł szukać innych klientów dla swojej firmy, by rosła w siłę i prosperowała ku chwale Pana.
powiedzaaaaa, sobota, 08 kwietnia 2017
Comments