.
- powiedzaaaaa
- 28 kwi 2019
- 1 minut(y) czytania
Moje wyobrażenie śmierci powstało ok. roku 1999, kiedy to wstałem z wyra, przeciągnąłem się i...
...i następne, co ujrzałem to mojego tatę klepiącego mnie po ryju. Zemdlałem, walnąłem łbem o podłogę. Jedyny raz w życiu. A gdzie ta śmierć? Śmierć to ta pusta linijka między wielokropkami.
Chodzi o to, że przez te kilka chwil omdlenia - nie było mnie. Nie było mnie i nawet nie wiedziałem, że mnie nie ma. Nic nie było - była pustka, której również nie było. Bo gdy mówię "pustka", widzicie jakieś czarne czy białe tło, ciszę... Ale to już jest "coś", o "coś" za dużo. Co jeśli nie ma również tego? Nie ma nic. Nicość kompletna. Nicość, której nawet nie można pomyśleć... bo jej nie ma... i nie ma kto o niej myśleć.
Do chwili ocucenia, świat się dla mnie skończył, życia już nie było, a ja nawet tego nie zarejestrowałem. Kilka chwil wyciętych z życiorysu - chwil, które były, ale mnie w nich nie było. Moje ciało leżało na podłodze, ale mnie w nim nie było. Właśnie tak wygląda śmierć.
powiedzaaaaa, czwartek, 11 maja 2017
Comments