.
- powiedzaaaaa
- 28 kwi 2019
- 2 minut(y) czytania
Nie sądzicie, że twórczość Van Gogha jest mniej ciekawa od jego korespondencji z bratem? Myślę, że to owa korespondencja wpłynęła na samo zainteresowanie twórczością Vincenta. Poznać życie artysty, który się zabił i móc spojrzeć jego oczami, móc zrozumieć jego i jego prace - to jest coś. Tak czy inaczej, te listy pisze ja do siebie, p swoim życiu, na chwałę swoją i swego żywota, więc...
Najszczęśliwsze chwile w mym życiu to te, gdy stoję przed półkami pełnymi butelek i wybieram, kupuję alkohol; gdy wkładam butelki do lodówki; gdy je stamtąd wyjmuję, czując w dłoni stopień ich schłodzenia; gdy je otwieram, przytykam do nosa szklankę z Grand Imperial Porterem i czuję szczypiący alkohol z kawą; gdy po wypiciu połowy szklanki czuję "wielkie uspokojenie" i ciepło w każdej żyle w każdym zakątku ciała. Długo oczekiwane tsunami. Wówczas staję się lepszym człowiekiem, ciekawszym świata, bardziej otwartym na ludzi, energicznym i pełnym pasji. Wówczas mógłbym tworzyć i adoptować dzieci. Nagle świat staje się piękny, a życie warte życia. Gdy myślę o zwiedzaniu świata, to nie zależy mi na Luwrze - zależy mi na tym, by wypić piwo we francuskim barze. To jedno z moich marzeń - walnąć piwo w każdym, ciekawszym mieście. Wg mnie to w barze tkwi esencja miasta i ludzi - godzina, dwie w pubie i wiesz, rozumiesz wszystko. Gdy mam gdzieś iść, to pytam, czy mają tam alkohol - jeśli mają to jest to miejsce warte odwiedzenia. Nie mówię, że miejsca bez alkoholu nie są warte, ale z nim na pewno są warte.
Cały tydzień czekam na te kilka godzin z alkoholem, planuję je i nie pozwalam, by ktoś mi je zepsuł jakimś zbytecznym zaproszeniem czy odwiedzinami. Nie ma mnie, nie mogę, jestem zmęczony, zajęty, a tak naprawdę chcę otworzyć butelki i pogadać z nimi, ze sobą - ludzie są nudni i z reguły zbyteczni. To jest mój czas, dzięki któremu funkcjonuję i trwam. Nie proście bym odebrał was z imprezy w nocy - nie mogę, nie marnujcie mi życia.
Najlepsze jest oczywiście pierwsze pół szklanki. Pierwsze pół szklanki wyciąga z ciebie wszystko, co najlepsze. Błogostan. Oglądałem świetny dokument o Van Goghu jakąś godzinę temu, otworzyłem piwo i zalało mi głowę zdaniami, które należałoby wyryć na ścianach miasta. Butelkę później nic z nich nie pamiętam, co też jest dobre - w alkoholu nie ma nic złego prócz uzależnienia. Piękny aforyzm.
Ostatnie tygodnie są trudne. Otóż za mniej więcej tydzień zacznę brać, przez 6-8 miesięcy, kolejny lek cholernie mocno obciążający wątrobę, przez co picie alkoholu będzie, lekko mówiąc, mocno niewskazane. Jako że przyszłość swoją wiążę dość mocno z alkoholem, o wątrobę wypadałoby zadbać, więc nie będę mógł pić do przyszłych wakacji, co jest tak cholernie długim szmatem czasu, że od kilku tygodni spędza mi to sen z powiek i próbuję wykorzystać pozostały mi czas do maximum, pijąc i w piątki i soboty. Gdyby nie praca za kółkiem, pewnie piłbym codziennie. Nie wiem, jak przetrwam ten okres. Mam nadzieję, że przekuję tragedię w triumf, poświęcę więcej czasu na naukę czy coś. Póki co przytykam szklankę do nosa... To niedokończone zdanie nadaje całokształtowi jakiejś niezamierzonej energii, a miałoby być depresyjnie.
Portret listonosza Józefa Roulina made by Vincent:

powiedzaaaaa, piątek, 03 listopada 2017
Comments