Taki półmanifest przy śniadaniu
- powiedzaaaaa
- 28 kwi 2019
- 2 minut(y) czytania
Urlop mam, odpalam neta, wchodzę pierwszy raz od kilku lat na jakiś portal informacyjny, a tam już mnie atakują tą nowomodną energią i Anna Lewandowska pierdoli mi od rana, że "Nie oglądam się za siebie! Doceniam i dziękuję za to, co jest teraz! Idę do przodu i realizuję rzeczy, które zaplanowałam!" I tylko te wykrzykniki i wykrzykniki... Jak się dowie, że ma raka, to jej energia odpłynie i sobie po prostu umrze na jesieni jak miliardy ludzi przed nią i miliony każdego dnia, opadnie sobie na ziemię jak kwiaty wiśni - więc po co te szumne słowa?
Oj, jak mnie wkurwia to ciągłe pierdolenie o aktywności i - co najgorsze - o "spełnianiu marzeń". Tak jakby całe to jebane życie opierało się na spełnianiu owych marzeń i - o, kolejne modne zdanie - realizowaniu siebie... Co za bełkot. Ludzie od zasrania dziejów żyli, tak jak im życie pozwalało czyli urabiali łapy po pachy, a w wolnym czasie robili co im tam do głowy przyszło. I nikt nie pierdolił w kółko o realizowaniu siebie. Ja nawet nie mam marzeń, najwyżej chwilowe kaprysy. Czasem chciałbym gdzieś pojechać, ale od jakichś 2 lat zastanawiam się czy podróże mają sens - człowiek widzi naocznie to samo, co na ekranie i nie jest to jakieś ogromne przeżycie duchowe, a raczej sporo uniedogodnień związanych z samą podróżą i nowym miejscem, sporo kłopotów, dziwnych sytuacji, stresu, czasu i pieniędzy - wracasz zmęczony. Wszystko przez ten jebany internet, bo jeden patrzy na drugiego, czuje się gorszy, chce być lepszy: "Patrz, ten był w Rzymie, i ten, a ja nie byłem...".
Mam nadzieję, że wkrótce skończy się ta pojebana moda na robienie z siebie człowieka sukcesu, który przejdzie morza, przejdzie góry; i nadejdzie era nieudaczników, gdzie idolem będzie ktoś, kto przez cały dzień nie ruszył palcem w imię... nie wiem, oszczędzania energii życiowej, którą nazwiemy misternie "KI" i uczynimy centrum niby nowej ideologii życia.
Gdzie w tym pojebanym świecie miejsce na wyciszenie i reflexje, gdzie świątynie dumania i mnisi powtarzający mantrę MMMMMMMmmmmmmmmmmm. Pewnie zostali zadeptani przez stado maratończyków, którzy tak bardzo nie chcieli być gorsi od reszty społeczeństwa, że zaczęli biegać, bo ruch to aktywność, a aktywność to sukces.
Nie męczy Was to, że współczesność oczekuje od Was sukcesów i dokonań? Proponuję stworzyć nowy (choć stary jak świat) ruch (a raczej bezruch) ludzi, którzy odmawiają awansów, podwyżek płac, miejsc na podium, zaszczytów, tytułów i miejsc honorowych. Nieudacznicy bez Facebookowych zdjęć na tle wieży Eiffla - niech niemoc będzie z wami. Bez wykrzyknika. Idę na kibel, zwolnić tempo tego głupiego, męczącego życia.
powiedzaaaaa, środa, 16 sierpnia 2017
Comments