Takie tam brednie
- powiedzaaaaa
- 28 kwi 2019
- 2 minut(y) czytania
Sobota, 9 rano, w piżamce otwieram drzwi balkonowe, a za płotem jadą już blokersi na rowerach, jakaś zorganizowana grupa, bo z 50 osób, wszyscy w tych kretyńskich koszulkach odblaskowych, jakby ktoś był w stanie o 9 rano słonecznego nie zauważyć kolumny 50 rowerów (ach to bezpieczeństwo jebane), do tego te bardziej kretyńskie kaski, a do tego jeszcze te jebane dzieci... 9 rano w sobotę, a blokersi już biwakują, po czym wrócą do domu i będą nabijać sobie łeb posiadaniem jednego z tych domów, które minęli na peryferiach. Taaa... tylko mając taki domek już nie będzie sobotnich wypadów na rowerkach - będzie robota, panowie i panie, bo w domu zawsze jest coś do zrobienia, a już zwłaszcza wiosną. Ja wiosenne soboty spędzam w robocie od godz. 10 do 20. Dzisiaj otynkowałem taras, bo płytki po paru latach wreszcie odpadły, a potem trawa, plewienie winobluszczy, itp. Całe szczęście, że na wiosnę mam chęć do roboty na działce.
Zastanawiałem się dziś, co ja bym robił w te weekendy gdybym mieszkał w blokach? Wyprowadziłem się z bloków w wieku 13 lat, wiec nigdy nie byłem dorosłym blokersem. Co oni robią w tych murach? Co ja bym tam robił? Posprzątać 40 czy 50 m2 to jakieś 2h roboty i co dalej? Chlałbym chyba cały weekend. Od 13-tej.
A tak, cały dzień dłubię, naprawiam dach lepikiem... a blokersi jadą na rowerkach debatując o czymś... wygrabiam zeszłoroczną trawę... a brzydkie dziewuchy jadą na brzydkich rowerach, bo wszystkie te wasze rowery są na jedno kopyto. I tak mnie to zaczęło irytować, że kupiłem sobie tydzień temu BMXa, a nie górala. Używkę, rzecz jasna, bo ja na wszystkim piniądz, panie, robię i na chuj mi nowy, skoro pojadę nim raz do roku po piwo i to pod wpływem. 130 zł, czarny mat, obręcze prysnąłem na czerwono i lecimy niziutko, na luzaku jak Snoop w "Gin & Juice" (choć oni tam nie mieli BMXa). BMXy to hip-hopowe rowery bez żadnych przerzutek, resorów, świateł, lusterek, odblasków ani nawet stopki czy sprężyny pod siedzeniem, ale mają luz LA i styl (pegi i obrotową kierownicę też) - chyba zacznę robić rowery, bo te wszechobecne górale to jakiś wstyd normalnie.
No i dalej, ja zbijam sobie drewnianą doniczkę do ogrodu... a kolejna rodzinka jedzie na rowerkach, tatuś, mamusia i dwójka dzieci. Może kiedyś to się zmieni, ale póki co taki widok napawa mnie jakimś obrzydzeniem i nie chciałbym być częścią tego obrazka. Nie chciałbym jechać z żoną i dzieciakami, jak na jakiejś wyprawie Griswoldów, że oto "robimy sobie sobotę w plenerze, dzieci, będzie wycieczka za miasto, na łono natury, zobaczycie jak wygląda drzewo" czy coś i "uwaga Maciek, Anetka, samochód za nami". No i te kaski, te kaski... Ja w życiu takiego nie miałem, wyjebałem się nie raz rowerem, głową w beton przyjebałem... ale zszyli czoło i żyję, a blizna mi ino męęęęstwa dodaje. Nie wiem co to wyrośnie z tych okaskowanych, wychuchanych Maciusiów i Anetek od wypraw rowerowych z rodzicami. Strach pomyśleć.
powiedzaaaaa, sobota, 14 kwietnia 2018
Commentaires