8====@
- powiedzaaaaa
- 27 kwi 2019
- 3 minut(y) czytania
W pracy nerwowo było. Szefowa nie dostała premii, bo nieroby zajebane, czyli ja i koledzy-koleżanki nie wykonaliśmy planu. Bo Poczta jak każda inna zajebana firma wymyśla sobie plany zadaniowe rodem z zachodu i owe plany niewolnicy XXI wieku, czyli ja i koledzy-koleżanki winniśmy wykonać albo ktoś za to beknie. Kiedyś budowano Mur Chiński, dziś każdy robaczek robi wszystko i jeszcze trochę, żeby jakiś kutas u góry zarobił. Listonosz zatem nie nosi już tylko listów. Listonosz jest również przedstawicielem Banku Pocztowego i winien mu naganiać klientów, prezentować im możliwości i podpisywać z nimi umowy niczym rasowy agent. Dla jasności przypomnę tylko, że w ofercie pracy na stanowisko listonosza podano: "wykształcenie: podstawowe (mile widziane średnie)". Idealne do umów bankowych. Poza tym, listonosz to człowiek instytucja, bo od klienta winien jest przyjąć wszystko - wpłatę za abonament RTV, telefon, znaczki sprzedać i blow joba zrobić. Jakiś czas temu listonosze zajmowali się ponadto sprzedażą, m. in. papierosów, zniczy i kawy. Poważnie. Handel obwoźny. Kiosk ruchu. Pensja oczywiście najniższa krajowa. Wkrótce będziemy grillować hamburgery na maskach samochodów i sprzedawać je żulom w rejonie. Aa, zapomniałbym o roznoszeniu rożnego rodzaju dodatkowych ulotek, bo jeśli ktoś sobie życzy, to można wystąpić do Poczty z interesem i niewolnicy rozwiozą po 500 sztuk zaproszeń na otwarcie waszego nowo otwartego burdelu, wtykając każdą jedną z osobna w pordzewiałą bramę. 500 na swój rejon i jeszcze po 150 na rejon kolegi, bo przecież ktoś go musi obrobić pod jego nieobecność. Nieodpłatnie oczywiście. 125 % normy, jak przodownicy pracy. Rocznie to wychodzi pół roku tyry za siebie i kogoś jeszcze. Aha, i proszę nie zapomnieć naraić bankowi kilku klientów co miesiąc, coby plan wykonać, bo inaczej naczelnik was opierdoli albo obetnie komuś z kasy, żeby stratnym nie być. Tak oto nie wykonaliśmy planu.
Te plany, to ogólnie jakaś kompletna paranoja i wymysł chorego systemu. Nie jest to oczywiście wyłącznie problem Poczty, bo większość firm stosuje tego typu presję na pracowniku - zapierdalaj, bo ci polecą po pensji albo zwolnią, boś nieefektywny, a przecież na twoje miejsce jest 200 chętnych. Ta, 200. Raz słałem CV na dziennikarza chuj wi gdzie - miałem ok. 4500 konkurentów na stanowisko. Te plany są wszędzie, choćby w bankach czy stacjach paliw, gdzie kasjerki muszą wcisnąć klientom miesięcznie określoną liczbę kart, hot-dogów czy innego badziewia.
I nikt mi nie powie, że za komuny było gorzej. Znam kilkadziesiąt osób z roczników 50-ych, którzy urodzili się za Bieruta, wychowali za Gomułki i tworzyli obecny syf za Gierka i Jaruzelskiego - i każdy z nich jednym chórem krzyczy głośno, że ZA KOMUNY BYŁO LEPIEJ! Bo nie było takiej nagonki i presji, bo nie było wyścigu, bo każdy miał pracę, bo nie było bezrobocia, bo było normalniej. Kolejki i puste półki to w gruncie rzecz krótki okres w historii PRLu. Tylko wielcy ex-wojownicy o wolność, którzy dziś siedzą w Sejmie i nie potrafią gadać po angielsku wmawiają społeczeństwu, że komunizm był okropny, bo... bo wolności nie było. Śmiać mi się chce, jak słyszę taki argument. A gdzie jest teraz ta wolność? Zamiast komunistycznej propagandy mamy kapitalistyczne reklamy, które robią człowiekowi taką samą wodę z mózgu. I gdzie jest ten 8-godzinny czas pracy, o który walczyli stoczniowcy z Wałęsą na czele? I gdzie są te wolne soboty i niedziele? Bo panie w supermarketach ich nie mają. Brak wolności dotykał wyłącznie ludzi zaangażowanych w sprawy polityczne - a 90% społeczeństwa miała i nadal ma głęboko w dupie rząd, państwo, demokrację i swobody obywatelskie. Widać to choćby po frekwencji wyborczej. Aż trzeba kręcić reklamy z Brodką, żeby ludzie chcieli zrezygnować z grilla w niedzielę i zagłosować na kolejną bandę złodziei. Bo koniec końców każdy swoją rzepkę skrobie i dostaje robotę po znajomości - niezależnie od sytuacji politycznej i ekipy rządzącej.
A poza tym, to nie wkurwiać mnie, bo ostatnio obejrzałem już po raz drugi w życiu dokument "Portret psychologiczny Adolfa Hitlera" (http://www.youtube.com/watch?v=PmYp29YYnos) i z dumą przyznaję, że nasze osobowości, tj. Adolfa i moja są do siebie w 80% zbliżone. A zdaniami z tego filmu można wyrazić co najmniej moją lewą wątrobę. "Jeśli przegrałeś wojnę ras - przegrałeś walkę o prawo do istnienia, nie zasługujesz na nic." Tylko kwestię ras wyciąć... Byłbym pięknym tyranem. Takich stosów świat jeszcze nie widział... Poza tym, rozwiązałem w życiu parę gówno wartych testów osobowościowych i każdy z nich zaliczył mnie do grona świrów typu Edgar A. Poe, Van Gogh czy Kurt Cobain, z których większość lubiła się odpalić. To musi coś oznaczać.
powiedzaaaaa, czwartek, 10 maja 2012
Comments