Z rejonu: Ludzie, którzy nie słyszeli o pandemii
- powiedzaaaaa
- 24 kwi 2020
- 4 minut(y) czytania
Myślicie pewnie, że nie sposób nie wiedzieć nic o koronawirusie po ponad 4 miesiącach od nagłośnienia sprawy na całym świecie i ponad miesiącu trwania stanu epidemicznego w Polsce, kwarantannach, zakazach, nakazach, itp.? Otóż można. W rejonie mym bowiem żyje para pojebów płci żeńskiej, o których pisałem już lata temu, np. tu: https://powiedzaaaaa.wixsite.com/powiedzaaaaa/post/z-rejonu-superman
W skrócie, ponad 70-letnia matka i jej pierdolnięta, ok. 50-letnia córka, które żyją w domku bez prądu, radia, TV, Internetu, telefonu czy choćby ogrzewania centralnego. Znajomości żadnych z nikim nie utrzymują (bo są pierdolnięte), choćby z rodziną syna i brata, który mieszka przez płot. Można więc rzec, że panie te dawno temu odizolowały siebie od wszystkich i nie robią nic poza gapieniem się na siebie, w ścianę, za okno... ale tylko od podwórka, bo te od ulicy są zakryte czarnymi foliami... Trudno nie zwariować, jeśli nie robisz kompletnie nic, z nikim nie rozmawiasz, a jedynym kontaktem ze światem jest wyjście w przyciemnianych okularach (incognito, działanie pod przykrywką) raz w tygodniu do sklepu, oddalonego kilometr od domu i powrót. Ale do rzeczy.
Idę do tych głupich cip, z emeryturą do starszej z nich, wchodzę do mieszkania tak minimalistycznego, że nawet buddyjscy mnisi mają bardziej spersonalizowane komnaty, daję im kwitek od emerytury do podpisu i zaczyna się... "Czemu tyle"? Tłumaczę, że 13-tki wypłacają. "A czemu nie zostałyśmy o tym poinformowane"? Mówiłem lata temu, ówczesnemu premierowi RP, Donaldowi Tuskowi, żeby o wszelkich zmianach uprzejmie informował obie panie specjalnym listem, ale chyba wszyscy mają w dupie moje adresatki, toteż żaden list nie dotarł. Przez 20 minut kobiety pytały mnie o to, czy ZUS wysyła decyzje w sprawie przyznania 13-tek, czy ja je roznosiłem, czemu nie wiem czy takie decyzje były wysyłane (tak jakbym zaglądał do listów i znał treść przesyłek z ZUSu) i czy takowy list im dałem, a jeśli nie pamiętam bądź nie wiem, to czemu nie pamiętam i czemu nie wiem, następnie żądały bym zadzwonił do ZUS, a później przełożonych i dowiedział się, czy owe decyzje były wysyłane, bo... i to najlepsze... one nie wiedzą co mają teraz zrobić, tj. przyjąć pieniądze czy nie? "Zostałyśmy postawione przed faktem dokonanym". Głupie cipy odizolowały się od świata, a teraz mają pretensje do tego świata, że ten je o czymś nie poinformował. Kobiety te nie rozumieją, że to one mają nadążać za światem, a nie świat zwalniać dla nich. W XXI wieku źródłem informacji jest radio, TV i Internet, ale panie zatrzymały się w wieku XVI-tym i chciałyby w każdej sprawie pismo albo "ogłoszenie na słupie ogłoszeniowym"... Słup ogłoszeniowy??? Może posłać info w bileciku przywiązanym wstążką do gołębia pocztowego? Młodsza zażądała ode mnie podpisania oświadczenia o tym, że nie doręczyłem jej żadnego listu z ZUS, poszła po kartkę w celu spisania owego oświadczenia i zaproponowała mi kopię. Na widok atramentowej, fioletowej kalki, dzięki której miała zamiar sporządzić ową kopię mało co się nie poszczałem - mój ojciec używał takiej przy spisywaniu umowy kupna-sprzedaży ŻUKa blaszaka we wczesnych latach 90-tych. Nie widziałem takiej kalki ze dwie dekady.
Rozmowa trwała na tyle długo, że zaczęły mnie owe panie mocno wkurwiać, podniosłem głos, one podniosły głos i zaczęliśmy się z lekka kłócić, po czym padło najzabawniejsze zdanie minionego tygodnia, może miesiąca:
- A czemu przychodzi Pan do nas w jakiejś masce jak złodziej? Po co to?
- Wie Pani, że jest epidemia? - spytałem jak debila.
- Widziałam w sklepie jakąś kartkę, ale nie wiem, co to za wirus.
Ręce, kurwa, opadają.
- Jest Pan urzędnikiem państwowym i jak Pan może w jakichś maskach na twarzy chodzić? - spytała z oburzeniem.
- Nie wie Pani, że rząd półtora tygodnia temu wprowadził nakaz zakrywania twarzy?
- A po co?
- Żebym Pani nie opluł - powiedziałem prowokująco, po czym musiałem wyjaśnić o co biega z drogą kropelkową, itd.
Całość zakończyła się w mało przyjemnej atmosferze, oczywiście przyjęciem pieniędzy, więc po co cała ta rozmowa? Po co ci ludzie żyją i jak długo jeszcze mają zamiar marnować tlen? Kiedy Wasz Bóg wysłucha moich próśb i uśmierci te dwie pizdy, które zwyczajnie męczą się w swoim życiu, a przy okazji stwarzają problemy innym? Masakra, kurwa, z jakimi półludźmi muszę mieć do czynienia. Osadzeni w więzieniach mają większy kontakt ze światem niż one. Po co one żyją, jeśli jedynie gapią się w ściany i wegetują jak rośliny?
Za miesiąc wracam do nich z emeryturą. Myślę jak mógłbym je zamordować i uniknąć odpowiedzialności, ale niestety fakt ich odizolowania od społeczeństwa, choć pozornie ułatwia morderstwo (bo nikt mi w nim nie przeszkodzi i nie nakryje), czyni mnie głównym podejrzanym - w końcu tylko ja je odwiedzam w ich domu. Gdybym znalazł sposób na opuszczenie domu i zamknięcie drzwi od środka, mógłbym upozorować brak osób trzecich i zabójstwo matki przez córkę, a następnie samobójstwo z wyrzutów sumienia... Wchodzę usypiam córkę chloroformem już na werandzie, po czym wchodzę do kuchni, wyciągam z szuflady nóż i dźgam starszą kobietę w serce, ale niezbyt mocno, by patolog nie uznał, że nóż wszedł za głęboko, by cios mogła zadać ważąca 45 kg, chorująca zapewne na anemię z niedożywienia córka. Wzrost mamy podobny, więc kąt wejścia noża będzie odpowiedni. Następnie wróciłbym na werandę, przeniósł ciało córki do kuchni, wyjąłbym z piersi matki nóż i przeciął wzdłuż żyły obu jej przedramion, by upozorować samobójstwo z wyrzutów sumienia - podcinanie sobie żył to obok przedawkowania leków najczęstsze sposoby odebrania sobie życia u kobiet. Problem widzę jednak w owym zamknięciu drzwi od środka. Jeśli drzwi będą otwarte, to śledczy uznają, że zostały one komuś otwarte. Patolog ustali czas zgonu, a ten zbiegnie się z datą wypłaty emerytury przez listonosza... Jeśli będą zamknięte od środka, sprawa zaczyna wyglądać na przemoc domową. Może gdybym znalazł w domu drugie klucze i zamknął drzwi od zewnątrz... Ale co, jeśli nie ma drugich kluczy? Najlepsze jest to, że jedyną osobą, która może zainteresować się brakiem owych kobiet, jak i jedyną osobą, która może odkryć zwłoki jestem... JA. Przecież te kobiety nie mają styczności ze światem, nawet nie słyszały o pandemii...
No, pożartowali, to kończymy - przecież chloroform trzeba wdychać co najmniej 5 minut, a nie 5 sekund jak na filmach, a więc matka zdążyłaby mi przeszkodzić, doszłoby do przepychanki, dalej moje DNA znalazłoby się pod ich paznokciami, przez co musiałbym im obciąć palce...
powiedzaaaaa, piątek, 24 kwietnia 2020r.
Comments