Jakość, nie jakoś
- powiedzaaaaa
- 27 kwi 2019
- 1 minut(y) czytania
Skoczyłem. Ale już zmartwychwstałem niestety. To się recykling nazywa. W trakcie samochód mi się posypał i trzeba mi kupić nowy na gwałt. To znaczy do jazdy, nie na gwałt, choć w sumie... Ogólnie, to znaczy życiowo tak, to mam ochotę na coś lepszego, coś więcej, ale skoro w wizji tej miga coś jakby kobieta (jakby wyglądała zza futryny), to powiedzmy, że mam chęć na sex jakiś. Ale nie taki realny z Kasią czy Marysią jakąś, umęczoną po całym dniu roboty na kasie, spoconą lekko, w M-1 przy grzejniku żeberkowym czy w pościeli w Myszki Miki, w skarpetkach w paski, z kondomem za 2 złote, świeżo po pyrach z buraczkami... Chcę nieco klasy w tej III klasie życia: gwiazdy jakiejś, aktorki czy wokalistki, odpicowanej jak przed wizytą u Jaya Leno, z amerykańskimi zębami i żeby blada nie była. Żeby podeszła do mnie, ubrana w koszulę męską i spytała opiekuńczo "r u hungry, baby?". I apartamentu przy plaży chcę, z tarasem z desek drewnianych i drzwiami rozsuniętymi na oścież. I żeby wiatr od oceanu lekko firankę do środka wdmuchiwał. I żeby nie było przyszłości, coby człowiek nie musiał myśleć o tym, co za 15 minut, co za godzinę, co jutro, co za tydzień. I właściwie tyle. Pożyć tak trochę i wypad. Bo o różnicę jakości chodzi - jak między polskim słowem "baby", a angielskim "baby".
powiedzaaaaa, środa, 22 lutego 2012
Comments