top of page

Sex jest przereklamowany

  • powiedzaaaaa
  • 27 kwi 2019
  • 4 minut(y) czytania

To była noc cudów, bo wpierw znalazł się w klubie, do których chodzić nie lubił i jakimś cudem trafił na kobietę, która - choć to niewytłumaczalne i niedorzeczne - najwyraźniej pragnęła z nim kopulować. Co miał zrobić? Bzykać, nie bzykać? Bzykać, a jak! Tylko gdzie? Sex w klubowym kiblu to jeden z greckich mitów, bo do tych kibli są zawsze kolejki, jak po mięso w komunie. W ogóle, połowa ludzi idzie do klubu potańczyć, a druga połowa szczać. I gdzie tu się bzykać? Krzaki za klubem niby dobre, ale jak jej to zaproponować? "Znam romantyczne krzaki nieopodal - dasz się w nich zaplątać?". Do niego też nie pójdą, bo co: "tylko bądź cicho, bo w pokoju obok śpią rodzice"? Pozostał kuzyn. Obleciał cały klub, wziął klucze do mieszkania kuzyna i pojechali. Najlepsza była podróż taxówką. W filmach droga z klubu do mieszkania zleciałaby na ciągłym migdaleniu i ściąganiu z siebie kolejnych części garderoby. Ale to nie film - obecność osoby trzeciej zahamowała chuć obojga. Para przyszłych reproduktorów jechała zatem w milczeniu, od czasu do czasu przerywając ciszę small talkiem typu "Zimno ci? - Trochę - Może pan podkręcić ogrzewanie?". Dojechali, weszli i... trza by jakoś od nowa nakręcić tę namiętność już nieco sflaczałą. Nie było wina w barku, bo nie było barku, ino lodówka z jednym piwem na pół. Nalał jej w szklankę, sam z gwinta pociągnął i zaszedł ją od tyłu, w kark począł całować. Zaczęli się... jak to się mówi... aa, pieścić, czyli pomiętosił jej nieco pośladki ręką zimną od piwa aż podskoczyła i ściągnął z niej ciuchy. Byli już nago, gdy wyjął prezerwatywę z zamiarem jej zainstalowania, gdy nagle... Kłopot. Otworzyć się nie chce. Zespawali czy jak? Rwie, gryzie i nic. Poleciał po nożyczki, otworzył, wrócił i zakłada, gdy nagle... Kłopot. Małe jakieś. Nie chce przejść przez żołędzia. Niby komplement, ale sytuacja niezręczna. Ona leży nago i nagość jej zaczyna zdawać się krępującą, alkohol tak dziwnie wietrzeje - on zaś stoi i majstruje przy fiucie, który z każdym uderzeniem pulsu traci na rozmiarze. Wreszcie zmalał całkowicie. Szef śpi na worach. Cóż za wstyd! Stoi przed nagą kobietą, a tu wisi takie małe, mizerne, sflaczałe byle co i nie wygląda zbyt zachęcająco. Krępująca scena. W kobiecie obudził się jednak instynkt macierzyński - wzięła malca w opiekę. Guma wlazła bez trudu, a dotyk obcej dłoni postawił żołnierza do pionu. "O, tych palców nie znam" - fiut pomyślał zapewne. Wracamy do gry. Cmoku, cmoku, żeby czułość poudawać i ruszamy silnik. Tłoki nasmarowane, tarcie niewielkie. Pozycja misjonarska - od misjonarzy, dla których pozycja na pieska była zbyt blisko krzyża. Dawaj! Zgrabne ruchy frykcyjne, efektowna praca mięśnia dwugłowego uda, zamaszysta penetracja - to wszystko sprawia, że używając terminologii sportowej - mecz może się podobać. Warto również zwrócić uwagę na, tzw. no look pass, bowiem napastnik zdaje się unikać kontaktu wzrokowego z przeciwnikiem. Czasem spojrzy na nią, ale ta wymiana spojrzeń jest jakby zbyteczna i krępująca - przecież ledwo się znają, w oczy patrzeć nie wypada. Ruch miednicy w tył i w przód, w tył i w przód. Nie minęła minuta, a on już jest bliski strzału. Co robić? Dojść i skończyć zabawę? Odpada. Dojść, ale że "niby nie doszedłem" i jechać na drugiego gola? Wybrał cofnięcie akcji na środek boiska. Wyskoczył z jej pochwy i zabrał się za minetę. Z zawodu był kucharzem, toteż kubki smakowe miał bystre i wnet na waginie partnerki wyodrębnił kilka głównych składników: jej śluz, swój śluz, latex z prezerwatywy i drobinki moczu o nucie wyraźnie chmielowej - pozostałość piwa i wizyty w szalecie. Odrzuciło go nieco, ale nie dał tego po sobie poznać i dalej lizał muszlę klozetu. Sperma wróciła do jąder. Ze spermą i wytryskiem bowiem jest tak jak z butelką Coca-Coli - wystarczy trochę potrząsnąć i odkręcić nakrętkę, by oblać sobie całe spodnie. Wystarczy jednak odczekać chwilę, a gaz wróci na miejsce. A gdzie tam! Wrócił do środka i po dwóch minutach mógł tryskać. Szczury! Postanowił wziąć przykład z jednego z najsłynniejszych aktorów porno, brzydkiego jak kupa, Żyda imieniem Ron Jeremy i... myślał o szczurach! Szczury! Setki szczurów! Indiana Jones, Wenecja, katakumby, szczury! Szczury na głowie! Matka! Szczury i matka! Szczury na matce! Setki szczurów na matce! Mokre szczury! Gryzą, chodzą po głowie i wydają przeraźliwe piski! Ech... Sex miał być przyjemnością, a tu się człowiekowi nawet spuścić nie dadzą, tylko fundują mu jakieś psychodeliczne wizje szczurów gryzących matkę w trakcie kopulacji. O czym kobieta pod nim myślała, jeden Bóg raczy wiedzieć. "Czy wyłączyłam żelazko?", "zaraz się porzygam", "kończ waść, bo śpiąca jestem"? Tak czy inaczej, postanowił zmienić pozycję. Odwrócił ją na brzuch i wlepiał gały w jej tyłek. Zastanowiła go pewna wypukłość między pośladkami. Rozchylał je i rozchylał, patrzył i patrzył. "Hemoroid chyba", myślał. Doszedł. Całe 2 i pół minuty dzikiego nieokiełznanego sexu. Nie dał po sobie poznać. Ruszał się dalej, nie stęknął, nie jęknął. I myślał, że ona tego nie poczuła. Ale ona, z twarzą wciśniętą w poduszkę nie miała tam nic innego do roboty, jak studiować każdy bodziec, jaki ów jegomość jej dostarczał. I poczuła, jak to mu oddech przyspieszył, a palce zmieniły siłę uścisku. I pomyślała sobie: "te, kurwa, jakżeś się zlał to wyskakuj, bo jeszcze mnie zapłodnisz". Pomyślała, że bardziej dyplomatycznie będzie postękać chwilę, to chłop wyjdzie z twarzą, a ona nie dostanie po ryju za chamskie odzywki. No i skończyli. On ściągnął balon, wrzucił pod łóżko i położył się obok. Leżeli tak chwilę, nie wiedząc co dalej. Bo niby o czym tu gadać? Dobrze ci było? Skłamie albo co gorsza, prawdę odpowie. Chcesz jeszcze? Odpowie, że nie - zresztą jego fiut i tak już leży obolały, jak po wojnie. Wzgórze zdobyte, tak czy inaczej! A więc leżą tak razem. Ona i on, w łóżku, w pokoju, w mieście, w kraju, w Europie, na Ziemi, w galaktyce. I o co ją spytać? "Zimno ci? - Trochę - Masz kołdrę". Telewizor by włączyć.

Ps. Polska już za Euro. Ciężko być jedynym rozsądnym człowiekiem w kraju. Bo wyobraźcie sobie - ja i 40 milionów wierzących, wpierw w sukces, później w cud, a tu lipa. Hmm. Ruskie dostały po ryjach, Polska odpadła, a już niecałe 5 minut po meczu spotkałem nagłówek "Polacy: smutek i żal". Nostradamus normalnie. Żarty żartami, ale żarty na bok: nie ma się co smucić - i tak by odpadli w następnym meczu. To nie ten poziom. Prawdę jednak trzeba im oddać - wszystkie 3 mecze zagrali na dobrym poziomie: nie było zbyt wiele chaotycznego wybijania piłki, grania "na aferę", niecelnych podań i innej tego typu bryndzy, jaką Polacy zwykli grać przez ostatnią dekadę.




powiedzaaaaa, sobota, 16 czerwca 2012

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
Z rejonu: bezmyślność

Polecony i emerytura do jednego typa. Wchodzimy na tę całą werandę, kładę kartę na jakiejś brudnej ścierce, niegdyś obrusie chyba,...

 
 
 
Młoda pani weterynarz

Śniła mi się dzisiaj taka jedna dziewuszka (właściwie kobieta, jeśli ja to już mężczyzna) z gabinetu weterynaryjnego (nie do wymówienia...

 
 
 
O Euro + moja kadra

Wczoraj Niemcy na szczęście pokonali Greków. Na szczęście, bo Grecy to banda zarośniętych... Brakło mi epitetu. Ich po prostu nie ma za...

 
 
 

Comments


© 2023 by Make Some Noise.

Proudly created with Wix.com

Subskrybuj, jeśli masz nudne życie

albo lubisz czytać o jeszcze bardziej nudnym

Zajebiście, udało ci się...

bottom of page