top of page

Z rejonu: Dzień trupów

  • powiedzaaaaa
  • 27 kwi 2019
  • 1 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 31 paź 2020

Podjeżdżam do emeryta. Tego, który kiedyś oddał mi 270 zł. Emerytowany glina, dziadziuś na oko grubo po 80-tce. Zwykle zapala światło przed werandą, bym wiedział, że jest i zaraz wyjdzie. Dziś nie zapalił. Wyszedł zięć jego, mówiąc: - Proszę chwilę zaczekać, tata już idzie. Po chwili emeryt idzie w moją stronę. Na plecach jak zwykle kożuszek, pod nogami pies. Podchodzi, wita się i mówi: - Właśnie przed chwilą umarła mi żona, tu, teraz. I wskazuje palcem mieszkanie. - Współczuję.

Cóż więcej powiedzieć.

Zgonów w rejonie zaliczyłem już 20-30, ale żeby nastąpił niemal w chwili mojego przybycia... Znajomy listonosz znalazł kiedyś zwłoki...

Pod koniec dnia "paczkowy" poinformował nas o zajściu w sąsiednim urzędzie. Tamtejszy listonosz przyszedł dziś do roboty, jak co dzień, spakował swoje listy, wyszedł w rejon... i się powiesił. Ponoć pojechał na działkę, wypił i się machnął. Jeszcze nie wiem, kto dokładnie.

Jakiś czas temu dziewczyna z tego samego urzędu rzuciła się/wpadła pod pociąg.

Na okoliczność:



PS. Lubię początkowe pytania tego kawałka. Powinny one zostać bez odpowiedzi. Ten kawałek powinien być jedynie wołaniem o odpowiedź. Dawanie jakichś recept na życie, jak choćby ten wers o zwróceniu się ku Bogu jest tandetne.



powiedzaaaaa, piątek, 03 kwietnia 2015

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
Z rejonu: XXX

Nie ma to jak rejon. Idę do emeryta z kasą, pukam w drzwi, nikt nie otwiera, więc naciskam klamkę - otwarte. Wchodzę na werandę,...

 
 
 

Comments


© 2023 by Make Some Noise.

Proudly created with Wix.com

Subskrybuj, jeśli masz nudne życie

albo lubisz czytać o jeszcze bardziej nudnym

Zajebiście, udało ci się...

bottom of page